czwartek, 7 listopada 2013

Wiecha...

... już za nami. Etap budowania więźby, wcale tutaj nieopisywany, dobiegł końca. Teraz dekarze poszli na inny dach, a na pozostaje czekać, wierząc, że pogoda nie zepsuje się jakoś strasznie. Dachówka kupiona, czeka w składzie budowlanym - zdecydowaliśmy się na Roben Bornholm. Trudno znaleźć w miarę przyzwoitej cenie tzw. esówkę lub holenderkę. Ta konkretna dachówka spodobała nam się od razu - jest mniejsza niż standardowe dachówki faliste. Kolor - naturalna czerwień nieszkliwiona.

Dom zaczyna wyglądać jak... dom ;) Cieszymy się bardzo z efektu, jaki daje więźba. Nasz majster to człowiek renesansu - sam ogarnia kwestie estetyki (tzn. wykonuje to, co mu powiemy - ale dokładnie tak, jak chcemy - szok!), nadzorowania prac i konstrukcji. Nasz projektant poległ na całej linii - projektu więźby praktycznie nie ma, a to co jest, jest błędne (wychodzą takie kwiatki jak: zbyt wysokie słupy na balkonie = dach lukarny ponad kalenicą głównego dachu domu!!!).

Przed zimą musimy pokryć dach (= dachówka i akcesoria, okna dachowe, wykończenia blacharskie, rynny). Jeśli uda nam się z bankiem - chcielibyśmy zamknąć dom na zimę oknami.










2 komentarze:

  1. oj znam te niespodzianki, które przytrafiają się niespodziewanie ;) Czekam na efekt przed zimowy. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pięknie. I to poddasze!

    Aż zazdroszczę, chociaż wizja sprzątania domu zamiast mieszkania trochę mnie odstrasza. ;-)

    OdpowiedzUsuń