niedziela, 13 maja 2012

Niepełny sukces...

Mamy pozwolenie na budowę, niby fajnie, ale...
nie możemy zacząć prac zanim nie złożymy projektu wjazdu na działkę w MZUiM i nie uzyskamy od nich zgody na budowę tego wjazdu. Średnio na jeża - jesteśmy w plecy jakieś dwa miesiące, a wystarczyło,
aby pan Waldek powiedział: "Załatwcie szybko projekt wjazdu, podepniemy go pod papiery i gotowe".
No właśnie tak powiedział, ale przy odbiorze papierów okazało się, że pozowoleni jest warunkowane pozwoleniem z MZUiM.

Projekt zrobi nam mama Pauli, złożenie, oczekiwanie, uprawomocnienie itp. itd. Formalnie możemy ruszyć za dwa miesiące. Postanowiliśmy się tym nie denerwować - szkoda życia, a pewnie to dopiero początek bolączek urzędniczych.

Kasy od architekta dalej nie ma - wrr.
Spotkanie z kierownikiem - może jutro.
geodeta stoi, bo musimy pogadać z kierownikiem.

czwartek, 10 maja 2012

Miało być, a nie ma...

- pozowolenie na budowę (termin maksymalny środa, dziś jest czwartek wrrr)
- pieniądze od architekta (Daniel będzie dzwonił)
- ustalenia z geodetą (brak pozowlenia nas blokuje)
- ustalenia z kierownikiem (jw.)
- ustalenia z panem od fundamentów (jw.)

Nosz..........

wtorek, 8 maja 2012

Psychiczni(e) wykończeni na starcie

Zabawne, bo coś mnie tknęło, aby przeczytać poprzedni post, a tam... tytuł, który chciałam nadać teraz. Oznacza to jedno - papiery nadal nas przytłaczają, a to dopiero początek...


MZUiM i Wydział Architektury
Pismo z MZUiM-u jest i zeby nie było zbyt różowo, to dostaliśmy je jakiś tydzień po czasie. Niby mało, ale jedna obsuwa pociąga za sobą kolejne, ponieważ...

Zanim p. Waldek (wrrr) z architektury zabrał się za nasz projekt, to minęły już 2 tygodnie i zostały 2 tygodnie na wydanie decyzji. Zorientował się, że musimy donieść pismo z MZUiM-u i zlecił Danielowi załatwienie tego szybko. Ten od razu złozył odpowiedni wniosek i otrzymał odpowiedź, że pismo za tydzień będzie gotowe. Nadążącie? Więc powinien zostać tydzień p. Waldkowi na ostateczne sprawdzenie, ale.... Nie założył, że tak jak on, tak MZUiM może odłożyć papier na bok i przesunąc termin o tydzień (dodam, że bezprawnie).

Daniel dzwonił codziennie dopytać, kiedy będzie pismo i słyszał "dokument jest w podpisie" i tak... tydzień. Koniec końców, przed pracą poleciałam o 7 po dokument i otrzymała pismo z datą wsteczną {sic!}, czyli niby prawidłową, aby im się zgadzało w papierach i żeby nie mieli kar.

Tego samego dnia (przypominam, że minął już p. Waldkowi czas), gdy miałam już pismo, zadzwoniła do mnie zaniepokojona Magda? Co ona tu robi? Przekazała mi inf. że p. Waldek się niepokoi co z papierem (a miał tel. do Daniela, wolał jednak inną drogę - on do p. Beaty, ona do mamy Magdy, Magda do mnie... wtf?). Wkurzyłam się, Daniel od razu zadzwonił, że mamy dokument i dziś go dostarczy, ale po pracy.

Krótko powiem, wizyta w architekturze nie była dla Daniela miła, usłyszał wiele słów w stylu: jak pan taki nieczasowy jest, to jak pan chce dom stawiać itp. itd. szkoda się wkurzać. Nic to, że pismo otrzymaliśmy dziś, nic to, że on sam dzwonił do MZUiM-u i wiedział, że było do odbioru tego dnia co je dostał od Daniela, komentarze musiały być (po raz kolejny). na pytanie, kiedy dostaniemy pozwolenie (bo minął już termin), powiedział, że za tydzień, ale z datą wsteczną (masakra!).

Dziś minął tydzień, Daniel dzowni i co słyszy? - Pismo jest w podpisie. Nosz kurdesz....
Będzie dziś lub jutro, ale to nieważne, bo data jest i tak wsteczna.

Tyle o pozwoleniu na budowę, bo się wykończymy psychicznie przy naszych urzędasach kochanych.

Architekt

Dwa tygodnie temu dzwoniłam do pana Tomasza, prosząc go grzecznie, aby zwrócił nam nasze nadpłacone pieniądze. Skąd nadpłata? Z postawienia nas w niezręcznej i podbramkowej sytuacji. Wiedząc, że mamy już jakieś phi 2 miesiące spóźnienia z papierami, przesłał nam w końcu projekty, ale z płatnością przy odbiorze (sprytnie). Można było odebrać i zapłacić więcej niż było powiedziane lub nie zapłacić, projekty wróciłyby do p. Tomasza, a nam pozostałoby dłuuuuuuugie przegadywanie się itp. itd.

Odebraliśmy, dzwoniąc do niego i informując, że umowa (ustna niestety) była inna. On, że więcej roboty było niż przewidział, że i tak dał nam rabacik za wydłużenie czasu realizacji. Myślałam, że wejdę w telefon i go uduszę. Po "rabaciku" koszt i tak był wyższy o 400 zł niż powinien - po negocjacjach zgodził się przesłać nam nadpłatę. Do dziś jej nie mamy. Mam za to za sobą jeszcze dwie rozmowy i maila. Po dzisiejszej rozmowie wiem tyle, że wrócił z urlopu i zapisuje (dopiero!), że ma nam zrobić przelew. Rozmawialiśmy miło i zapytał nawet jak projekt, powiedziałam zgodnie z prawdą, że jeszcze leży w urzędzie, ale poza pismem z MZUiM-u jest ok, nie ma poprawek. Podziękowałam za dobrze wykonaną pracę i prosiłam o wykonanie tego, co obiecał, bo już czuję się zażenowana, dzwoniąc po raz kolejny i prosząc o własne pieniądze. Kasa ma być i będzie - wierzę w to święcie (to nie typ oszusta, a po prostu inna wolniejsza, spokojniejsza mentalność), pytanie tylko.... kiedy? ;)

Geodeta
To jest miła opowieść (mam nadzieję, że pod koniec budowy i naszej współpracy będę taka samo miła).
W piątek Daniel zadzwonił zapytać, czy po otrzymaniu pozwolenia zajmie się umieszczeniem domu na działce (pewnie jest na to fachowa nazwa :P). A on na to, że podjedzie w tej chwili do nas na działkę, ponieważ jest w okolicy. Był za 5 minut! :) Poszukaliśmy kamieni granicznych (ups, nie było ich widać), pogadaliśmy jak rozwiązać ten problem i mamy odzywać się po odebraniu papierów z urzędu.

Poruszyliśmy kwestie finansowe - będzie pan zadowolony, ale ciekawa jestem, czy z tych 800-900 zł nie zrobi się nagle 1200? Wszystko zależy od ilości ław geodezyjnych, wyjdzie w praniu (tzn. jak obejrzy projekt domu). powiedział jedną ciekawą rzecz - nie drgnęła państwu powieka, gdy wymieniłem kwotę, widać, że zaczynacie się budować i jest kasa. Inaczej będziemy rozmawiać pod koniec budowy, będziecie jęczeć, że biorę za dużo.... Ot prorok od siedmiu boleści, toć wiemy to i bez niego...

Tym optymistycznym (blee) akcentem, kochane dzieci żegna się z Wami Gosia :)

PS ze względu na to, że dostaliśmy od architekta tylko trzy egz. projektu, bylismy "uziemieni" w kwestii orientowania się w kosztach stali, betonu itp. oraz szukania wykonawcy na fundamenty. Teraz ruszymy w z tym tematem. Dziś jeśli dobrze pójdzie Daniel zadzwoni do kierownika budowy poleconego przez Michała z pytanie, czy poprowadzi nam dziennik budowy i będzie nadzorował budowę (choć ten punkt akurat według wszystkich, którzy budowali dom, jest fikcją).